Papua- Nowa Gwinea to kraj rdzennych kultur, natury, dzikości, ale też wielu niebezpieczeństw. Kultura, obok której ciężko przejść obojętnie. Postaram się dziś trochę opowiedzieć o moich doświadczeniach z kraju, o którym mówi się niewiele. Gdy już ktoś o nim wspomina, nasuwa się albo zdjęcie ludzi w plemiennych maskach, albo kanibalizm. Jednak jest tu dużo więcej i po prawie trzech miesiącach tu spędzonych i dokonanym całkiem pogłębionym researchu myślę, że mogę Was zaprosić we wspólną podróż na drugą największą wyspę na świecie, do kraju… dżungli, tańca i beetlenuta!

1. Pomimo iż opisuje się ten region jako taki, w którym ludzie mówią największą ilością języków na świecie (ok. 800), to znaczna większość używa angielskiego.
W niektórych regionach, zwłaszcza na południu kraju, angielskiego używa się nawet w większości domostw. Jeden z uczniów szkoły w regionie Milne Bay powiedział mi:
“Mówię 4 językami: jednym plemienia mojej mamy, drugim taty, trzecim tok pisin (czyli uniwersalnym językiem PNG), no i po angielsku. Szczerze to najbardziej lubię angielski i nie lubię, kiedy ktoś mówi do mnie inaczej. Angielski to dla nas szansa na rozwój i powinniśmy korzystać z niego jak najczęściej”.

2. Narodowym nałogiem i symbolem jest buai (betelnut).
Wyobraźcie sobie, że jednym z pierwszych widoków, które zastajecie wjeżdżając do wsi, w której macie spędzić najbliższe miesiące, są ludzie z czerwonymi zębami i ustami. Sprawia to wrażenie, jakby właśnie oderwali je od ciał swoich ofiar. Rzeczywistość jednak nie jest aż tak straszna, choć nie napawa też przesadnym optymizmem. Buai, zwany też beetlenutem, jest tutaj dla nich owocem bardzo ważnym. Symbolizuje przyjaźń i pojednanie. Jak opowiedział jeden z mieszkańców wsi Hagita:
„Kiedy chcemy pokazać komuś, że mu wybaczamy – dajemy mu buai. Jeśli chcemy wyrazić naszą miłość do kobiety, dajemy jej ojcu buai. Gdy witamy się z kimś po długim czasie niewidzenia się, prezentujemy mu buai.”
O ile beetlenut żuty bez dodatków jest po prostu bardzo cierpki, trochę jak imbir, to mieszkańcy najczęściej mieszają go z wapnem i ziołami, co daje efekt podobny do czegoś pomiędzy dużą dawką nikotyny a lekkim roztworem amfetaminy. Eksperci podnoszą, że regularne użytkowanie zwiększa kilkunastokrotnie ryzyko zapadnięcia na raka jamy ustnej. Skutkuje to też „wypadaniem zębów na potęgę”. Bardzo trudno tu spotkać osoby z pełnym, zadbanym uzębieniem. W połączeniu ze słabo rozwiniętym systemem opieki zdrowotnej daje to dramatyczny efekt i wiele śmierci rocznie.

3. Na przywitanie ważnego gościa nie może zabraknąć naszyjnika z liści, napisanej specjalnie dla niego i zagranej na gitarze piosenki oraz ludowego tańca.
Ekspresja muzyczna i ruch są szalenie ważne dla mieszkańców. Kiedy podróżowaliśmy między wyspami w zatoce Milne Bay i zawitaliśmy w takie miejsca jak Basilaki czy Numbaduba, każdorazowo witano nas wieńcem z liści, piosenką i ludowym tańcem. Na jednej z wymienionych wysp był to przykładowo tzw. „Fisherman dance”, czyli taniec, który obrazował polowanie na rybę. Ryba uciekała, a wędkarz starał się ją dopaść. Cała choreografia była nie tylko zabawna, ale momentami także przerażająca. Zapraszała nas w sam środek przedstawienia, a wymachiwanie oszczepami, choć kontrolowane, sprawiało niebezpieczne wrażenie, jakby miało skończyć się wbiciem ich końców w Twoje ciało. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Mieszkańcy, kiedy Cię poznają, są gościnni i bardzo życzliwi. Mimo to…

4. Papua-Nowa Gwinea jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów na świecie.
Jest tak głównie dlatego, że ciągle pozostaje tutaj bardzo silne rozwarstwienie plemienne społeczeństwa. Wciąż funkcjonują tutaj silne więzy trybalne, łączące kilkanaście rodzin i gotowe zrobić wszystko, żeby chronić swoich członków. Czasem ochrona oznacza dla nich także atak prewencyjny. Dużym czynnikiem wywołującym u nich agresję jest alkohol. Są po nim bardzo skłonni do wszelkich przemocowych aktywności. Jak z turystami? Niestety nie jest lepiej. Członkowie plemion, w szczególności w prowincjach górskich, formują się w tzw. ruscles, czyli gangi. Używając prowizorycznych, zrobionych w garażu broni palnych atakują co bogatszych mieszkańców lub turystów. Czasem parają się także piractwem na wodzie, napadając na łodzie. Wśród pracujących tu w ramach pomocy humanitarnej i misji chrześcijańskich ludzi panuje przekonanie, że „napad z bronią to norma i coś, czego właściwie każdy z nas misjonarzy tutaj doświadczył” – mówi siostra Ester odpowiedzialna w diecezji Milne Bay za projekty budowlane – „wielu z nas nie wytrzymało i po traumatycznych doświadczeniach opuszczało kraj natychmiast”. Od kilku lat widać stopniową poprawę. Policja zaczęła reagować nieco szybciej i z większym zdecydowaniem. Wiele gangów także pozabijało już wzajemnie swoich przywódców, przez co wiele z nich się rozpadło.


5. Jeden z nielicznych krajów chrześcijańskich z dobrą demografią.
Zmagając się w Polsce i tak naprawdę w większości rozwiniętych państw z kryzysem demograficznym, warto odnotować, że w tym aspekcie Papua ma się dobrze. Jej współczynnik zastępowalności pokoleniowej wynosi 3.0 w porównaniu do polskiego 1.1 czy amerykańskiego 1.6. Inne państwa z dominującym chrześcijaństwem leżą głównie w Afryce i Ameryce Łacińskiej i są to m.in.: Boliwia, Zambia czy jedyny azjatycki rodzynek: Timor Wschodni.

6. Ma bardzo słabe instytucje.
Niestety Papua-Nowa Gwinea nie jest w stanie poradzić sobie z problemami, które ma m.in. dlatego, że państwo działa słabo. Bardzo wysoki współczynnik korupcji i defraudacji finansowych bardzo rzuca się tu w oczy. Pracując w college’u dla nauczycieli dla prowincji Milne Bay dowiedziałem się, że zaczął on swoją działalność w 2024 roku, czyli… 10 lat później niż planowano. Powodem tego były „znikające” stale pieniądze. Czasem podbierane przez urzędników, czasem pracowników budowlanych – ubywały w takim tempie, że college buduje się do dzisiaj. Policja natomiast oczekuje zapłacenia im za paliwo, gdy przyjeżdżają do miejsca zgłoszenia. Czasem są skłonni także bez wyroku sądu zabić kogoś, bo mają podejrzenie, że popełnił przestępstwo. Jeden z mieszkańców stolicy opowiadał mi:
„Przestałem dzwonić po policję po incydencie, który miałem kilka lat temu. Zadzwoniłem, złapawszy chłopaka na kradzieży. Niestety pobili go tak dotkliwie, że potem było mi wstyd, że w ogóle powiadomiłem o tym służby”.
Podczas głośnych protestów z 2024 roku, kiedy nie wypłacono części wynagrodzeń pracownikom stołecznej policji, wyszli oni na ulice w Port Moresby i… aktywnie namawiali mieszkańców do rabowania sklepów. Co mieli przedsiębiorcy do ich wypłat? Nikt tego niestety nie wie.


7. Ceny są zatrważająco wysokie w stosunku do zarobków.
Cena litra mleka jest tutaj równa stawce godzinowej nauczyciela w szkole. Kilka innych przykładów znajdziecie poniżej. Wartość tutejszej waluty (kina) jest niemal równa wartości złotego.
nasiona pomidora- 13,5 kina/ opakowanie
masło – 11 kina/ 100g
woda – 3,5 kina/ 2l
internet – 1 kina/ 1GB
njatańszy dostępny wiatrak – 130 kina

Przyczyn cen na półkach sklepowych jest naprawdę wiele. Krótko je tu tylko wymienię:
- brak rodzimej produkcji i potrzeba sprowadzania wielu produktów (np. mleka)
- wysokie ryzyko (napady, rabunki, gangi)
- brak konkurencji i praktyczna monopolizacja wielu sektorów
- ograniczone możliwości cargo (brak istotnej państwowej infrastruktury morskiej i lądowej)

8. Ludzie, zwłaszcza mężczyźni, mówią bardzo cicho, a śpiewająbardzo głośno.
Kiedy zapytaliśmy jednego z nauczycieli, dlaczego mężczyźni wypowiadając się publicznie mówią tak, jakby nie chcieli być słyszani, udzielił nam zaskakującej odpowiedzi:
„Tutaj jest tak, że jeśli dyrektor szkoły pokazałby, że czuje się lepszy od innych, od razu straciłby ich poparcie. Bardzo wysoko ceni się w naszym społeczeństwie pokorę i tępi wyniosłość. Gdyby dyrektor kupił sobie dobry samochód, raczej szybko straciłby poparcie nauczycieli, a w konsekwencji sprawczość i stanowisko”.
Być może zatem jest to pewnego rodzaju wyjaśnienie tego zjawiska. Niemniej dla osoby, która przyjechała ze społeczeństwa, gdzie pewność siebie i asertywność są podstawowymi cechami dobrze widzianymi społecznie, to bardzo zaskakuje. Pewni siebie są za to, kiedy śpiewają! Niemal każdy chcę brać udział w organizowanych tu często z różnych okazji konkursach talentów. Kiedy już staną na scenie (lub kładce) śpiewają w niebogłosy!

9. Mają bardzo „opiekuńcze” systemy szkolne.
Szkoła, którą miałem okazję przez kilka miesięcy obserwować od środka, zrobiła na mnie duże wrażenie. Była to szkoła z internatem. To, co zaskoczyło mnie najbardziej, to fakt, że od 5:30, kiedy uczniowie zaczynali codzienne „prace ogrodowe”, aż do 22:00, kiedy wszyscy w swoich akademikach śpiewali pieśni modląc się na zakończenie dnia, każdą niemal godzinę mieli zaplanowaną. Najbardziej niespotykane wydały mi się tzw. „night studies”, czyli 2 godziny siedzenia w klasach szkolnych z nauczycielem w ciszy od 19:00 do 21:00 i uczenia się do zajęć następnego dnia.

10. Matki są tutaj mniej czułe niż ojcowie.
Po przeprowadzeniu wielu rozmów z uczniami szkół jako ktoś na kształt psychologa szkolnego miałem jedno zasadnicze wrażenie: dzieci opisywały matki jako dużo bardziej zdystansowane i „zimne” niż ojców. Bardzo duża część z nich nie wierzyła nawet, że matka je kocha. Wiele z nich wspominało o dobrej relacji z tatą i o tym, że mu na nich zależy, jednak nie zdarzyło mi się usłyszeć tego samego o matkach. Nie czuję się kompetentny, żeby wypowiadać się na temat przyczyn tego zjawiska, jednak rzeczy, które sugerowali mi ludzie spędzający tu dużo więcej czasu niż ja, wskazują m.in., że kobiety bardzo często doświadczają tutaj tak dużo cierpienia i mają tak trudne historie, że ich jedyną reakcją na to jest… odcięcie emocjonalne.

11. Przyjeżdżając do akademika, musisz być dobrze wyposażony. Musisz mieć kubek, sztućce, mydło i… maczetę.
Brzmi groźnie, prawda? Na szczęście maczeta służy tutaj jako przyrząd do koszenia trawy. Kilka razy w tygodniu o 5:30 dzieciaki z akademików koszą trawę na całym kampusie, używając tego jakże „śmiercionośnego” narzędzia. Cóż… jedno trzeba przyznać – ich praca jest bardzo miła dla oka. Nie widziałem nigdy, by bez elektrycznych sprzętów jakiś naród tak dbał o przestrzeń, w której żyje. Nie wątpie, że gdy już (a wierzę, że tak będzie) rozwinie się tu międzynarodowa turystyka, tutejsze hotele będą miały ogrodników na najwyższym poziomie.




Podsumowując te słodko- gorzkie zestawienie, kultura papuaska jest zdecydowanie bardziej zniuansowana, niż daje się czasem przeczytać czy usłyszeć w popularnych kanałach informacyjnych. Bez wątpienia mój tekst ma wiele ograniczeń i należałoby podejść do każdego z tematów z jeszcze większą dozą precyzji metodologicznej i badawczej. Moim celem było i jest jednak głównie zachęcenie czyrelników do własnej eksploracji. A jeśli tekst spodobał się Wam na tyle, że macie ochotę zebrać się i wyjechać w podróż życia, zapraszam Was do naszego działu z wycieczkami! W naszej ofercie znajdziecie niesamowicie piękne i w wielu miejscach podobne do dzikiej Papui-Nowej Gwinei Filipiny. Dzielą z nimi na szczęście jedynie urokliwość i dżunglowy charakter, pozostając znacznie bezpieczniejsze. Mam więc nadzieję, że tam się właśnie zobaczymy.
Szymon Ropel